„50 twarzy Greya” – niezwykły erotyk

| 30 października 2012 | Komentarze (0)
50 twarzy greya

„50 twarzy Greya” – niezwykły erotyk

„50 twarzy Greya” to książka, którą śmiało można nazwać bestsellerem.  Sprzedała się już w 40 milionach egzemplarzy, a jej popularność stale rośnie. Sięgają po nią głównie kobiety. Mówi sie o niej „erotyk”, chociaż tak naprawdę to książka traktująca o perwersjach seksualnych. Czy niewyobrażalnych? Wszystko zależy od tego, co kto czytał…

Jednakże niewątpliwie jest to książka dziwna, inna – dlatego cały świat chętnie sięga po nią, by przełamać swoje własne opory, spróbować przebrnąć przez coś, o czym dotychczas zazwyczaj nie pisało się aż tak otwarcie.

I nie chodzi tu bynajmniej o fantazje erotyczne osób, które sięgają po „50 twarzy Greya” i ich spełnienie, a o zwykłą ludzką ciekawość. Czego oczekuje czytelnik, który sięga po tę powieść? Zapewne odpowiedzi na pytanie, co pociąga ludzi w brutalnym, inscenizowanym i wyuzdanym seksie.

Niepochlebne recenzje

Książka nie zebrała pochlebnych recenzji, wręcz przeciwnie – spotkała się z rażącą krytyką. Skąd więc jej popularność? Z pewnością duże znaczenie ma oryginalna fabuła – naiwna i niewinna studenta Ana poznaje niewiarygodnie przystojnego uwodziciela-masochistę. Zgadza się z nim podpisać przedziwną umowę, swoisty cyrograf, na mocy którego zostaje niewolnicą swojego pana. Książka nie stroni od mocnych opisów kulminacyjnych scen i z pewnością to przyciąga masy czytelniczek.

Jednak recenzenci wypowiadają się bardzo negatywnie o… języku, jakim została napisana. O drażniących powtórzeniach, nieumiejętnie dobranym słownictwie (bohaterka w czasie miłosnych uniesień krzyczy „o, święty Barnabo!”, co wprawia w osłupienie i faktycznie, wydaje się nieco nie na miejscu, nawet jak na tak śmiałą powieść). Płaskie dialogi, a także płytka i irytująca główna bohaterka, nie przydają tej powieści dobrych not.

Dlaczego bohaterka drażni czytelników?

Główna postać, czyli piękna dwudziestoletnia dziewica, bardzo gra na nerwach co wrażliwszym czytelnikom.

Dlaczego? Bo jest bezbarwna. Bo zgadza się bez szemrania na narzucone jej przez Greya warunki. Bo już podczas pierwszego spotkania z tym mężczyzną zaczyna do czuć pożądanie, typowe dla najtańszych babskich romansów. Bo autorka bardzo chciała wykreować ją jako piękną dziewczynę, która ma swoje zdanie i mocno się go trzyma, ale jej nie wyszło. Miała być zadziorna, jest płaska i nijaka.

Bohaterowie porozumiewają się między sobą jak roboty, w sposób tak sztuczny, że nawet w tej skrajnej, przerysowanej rzeczywistości wydaje się to mocno przesadzone.

Jednak „50 twarzy Greya” czyta się przyjemnie, a lektura wciąga. Jeśli nie zwrócimy uwagi na niezbyt dobry styl autorki lub zrzucimy to na karb niezbyt udanego tłumaczenia, możemy przebrnąć przez lekturę tej książki bez większego zniesmaczenia. Nie da się jednak ukryć, że po tak odważnej, mocnej książce spodziewamy się raczej równie oryginalnego stylu. Dzięki odpowiedniemu doborowi słów w wielu książkach możemy się wczuć w myśli i uczucia bohaterów, zrozumieć ich tok myślenia – a tutaj się to nie udaje, niestety. I wciąż nie wiemy, co pchało niewinną Anę w ramiona potwora…

Jeśli więc czytelnik ma ochotę na nieco perwersji, „50 twarzy Greya” to pozycja dla niego. Jednak niech nie spodziewa się stylistycznych rewelacji. W zasadzie to spragniony wiedzy erotycznej czytelnik również jej tu nie nabędzie, to nie ten gatunek powieści.

Oceń ten artykuł

Tagi: , , ,

Kategoria: Literatura

Poprzedni artykuł:
Następny artykuł:

Napisz komentarz



*