Czy istnieje sposób na zachowanie wiecznej młodości?

Czy istnieje sposób na zachowanie wiecznej młodości?

Czy istnieje sposób na zachowanie wiecznej młodości?

Starzenie się ciała jest jedną z rzeczy, które są nieuniknione, którym – mimo rozwojowi nauki i medycyny – ciągle jeszcze ciężko zapobiec w 100 % .

Prędzej czy później starości doświadczy każdy z nas, niezależnie od pochodzenia czy statusu społecznego.

Nie każdy potrafi jednak starzeć się z godnością – są tacy, który aby zachować młodość, podejmą każde ryzyko. Stąd na przykład raz dziennie przyjmują zastrzyk z hormonów, popijają koktajle z witamin i suplementów, a rano i wieczorem stosują masaże odmładzającymi maściami.

Walka o wieczną młodość to dzisiaj żywioł chemików i – nie czarujmy się – złoty interes dla firm farmaceutycznych. Na świecie panuje ogromny popyt na młodość, wymuszany głównie przez media, sprawiający, że firmy produkujące specyfiki mające ją wydłużyć rosną jak grzyby po deszczu.

Potencjalni „kandydaci” na eliksir młodości XXI wieku znajdują się w słoiczkach, ampułkach, kapsułkach czy pastylkach. Dostępne są niemal na wyciągnięcie ręki – wystarczy odpowiednia ilość gotówki oraz… żyłka ryzykanta, bo działanie większości tych nowości nie jest do końca sprawdzone. Ale czy mając 50 lat i ogromny apetyt na życie można czekać, aż powolni naukowcy skończą swoje drobiazgowe badania?

Kosmetyki – leki na zmarszczki

„Kosmeceutyki”, czyli inaczej kosmetyki-leki, mogą naprawdę zdziałać cuda. W ich składzie znajdują się m.in. nawilżacze i przeciwutleniacze neutralizujące wolne rodniki oraz substancje wzmagające produkcję kolagenu napinającego skórę.

Eliksirem na zmarszczki bywa trucizna. Zastrzyki z tzw. botoksu (toksyny botulinowej, czyli jadu kiełbasianego) wygładziły twarze wielu gwiazd, m.in. Cher, Madonny czy Kylie Minogue. Botoks paraliżuje mięśnie, które przestają się kurczyć i naciągać skórę. Po zabiegu ma się nieskazitelne czoło i wygładzone kurze łapki, jednak są i skutki uboczne. Dla przykładu pojawiają się trudności z wyrażaniem emocji, co szczególnie dotyka aktorów.

Pierwszą upiększającą dawkę botoksu wstrzyknął w 1987 roku kanadyjski lekarz Alastair Carruthers w bruzdy na czole swojej 30-letniej sekretarki Cathy Bickerton Swann.

Zastrzyk z hormonów?

Pomimo wszelkich maści, z wiekiem ciało więdnie. Około pięćdziesiątki kobieta wkracza w okres menopauzy i klimakterium, przestaje miesiączkować, boryka się z drastycznym spadkiem estrogenów, związanym z coraz wolniejszą pracą jajników… Gdy brakuje hormonów, słabnie serce i kości, męczą wahania nastroju i uderzenia gorąca, bezsenność. Ratunkiem staje się wówczas kontrowersyjna „pastylka młodości” z estrogenów i progesteronu.

W USA tzw. hormonalną terapię zastępczą stosuje 40 procent 50-60-letnich kobiet. Czują się świetnie i mogą używać życia na emeryturze, gdy mają w końcu wolny czas i odpowiedni zasób pieniędzy. Poza tym w mniejszym stopniu zagraża im choroba wieńcowa i osteoporoza. W Polsce na HTZ decyduje się mniej kobiet, ponieważ boją się ryzyka raka piersi, poza tym brakuje specjalistów endokrynologów, a badania kontrolne i leki sporo kosztują.

Podobny hormonalny lek na starość lekarze proponują także mężczyznom. Koktajl z testosteronu, hormonu wzrostu i melatoniny ma przywrócić dobre samopoczucie, dobry sen, prężne mięśnie i ochotę na seks.

Ciągle nowe specyfiki

Niektóre sławy sięgają po środki bardziej drastyczne. Wiele sław nie kryje się z tym, że dla utrzymania młodzieńczego wyglądu i kondycji regularnie chodzi do lekarza po kolejne, dość spore dawki witamin czy porcje hormonu wzrostu. Niektórzy lekarze widzą w nim prawdziwy eliksir młodości. Pod jego wpływem tłuszcz znika, a masa mięśni rośnie. „Eliksir” wzrostu ma też niepożądane działania: grozi cukrzycą, powiększeniem serca, nadciśnieniem, zawałem, przerostem kości. Amatorów młodości to nie przeraża.

Biochemicy sięgają wciąż po nowe substancje leżące u podstaw naszych procesów metabolicznych. Współczesne eliksiry młodości zmieniają metabolizm, wzmacniają układ odpornościowy, wpływają na mózg i umysł. Powodują, że po kosztownej kuracji wygląda się i czuje o kilka lat młodziej. Jednego tylko wciąż nie potrafią: zatrzymać czasu. Kilkudziesięcioletni ryzykanci i ryzykantki nafaszerowani hormonami wyglądają „wciąż młodo”, a nie po prostu młodo – i to pod warunkiem, że nie dadzą się złapać paparazzim na plaży.