Gdzie oni są?

Gdzie oni są?

Gdzie oni są?

W historii świata odnotowano przypadki kiedy ludzi znikali w taki sposób, jakby zapadli się pod ziemię. Przypadki, choć przypominające te rodem z science fiction, wydarzyły się naprawdę.

Jedną największych tajemnic minionego stulecia jest zagadkowe zniknięcie Eskimosów w północnej Kanadzie. Było to w 1930 roku. O opustoszałym miejscu poinformował policję traper Joe Libelle. Kiedy przyszedł odwiedzić znajomych, nie zastał tam ani jednej żywej istoty.

Nic nie wskazywało na planowe, zorganizowane przenosiny ze strony Eskimosów. Przedmioty, których używali na co dzień, były na swoich miejscach. Jedzenie smażyło się nad ogniskiem, a broń stała w swoim miejscu. Podobnie zresztą jak sanie i psy, które w tamtych czasach były bardzo ważne dla ich egzystencji. Nie było żadnych oznak żadnej przemyślanej wyprawy Eskimosów.

Obok wioski było jezioro, a przy brzegu kajaki należące do osady. Nie było też rzecz jasna śladów zbiorowej katastrofy. Wszystkie przedmioty były w nienaruszonym stanie. Nie było również śladów walki. Kanadyjska policja ruszyła na poszukiwania zaginionej osady. Nic jednak nie wskórała.

 Nie została ani kropla krwi

Gdzie oni są?Jeszcze inną historyczną zagadką jest zniknięcie chińskiego oddziału wojskowego w 1939 roku. Japońska armia tocząca wojnę z Chinami zbliżała się do chińskiego miasta Nankin. Nocą, niespełna 30 km od miasta,  Chińczycy zostali obsadzeni na swoich stanowiskach w liczbie 2988 żołnierzy. Mieli zatrzymać japońską inwazję.

Kiedy rano pułkownik dzwonił, by sprawdzić stan swoich oddziałów, żadna słuchawka nie została podniesiona. Zaniepokojony sytuacją, sam pojechał sprawdzi,ć dlaczego z nikim nie może się skontaktować.

Na miejscu zastał tylko liczący nieco ponad 100 osób oddział pilnujący mostu. Oddziału, któremu wydał rozkazy, nie było. Nie było również żadnych poszlak, które wskazywałyby na to, że nocą doszło tam do bitwy.

Wojna była krwawa, a przewaga Japończyków wyraźna. To może prowadzić do wniosku, że żołnierze chińscy uciekli. Jednak ich dezercja nie mogłaby odbyć się bez wiedzy osób strzegących mostu.

Wspomniany oddział, liczący prawie 3000 wyszkolonych i znających zasadę lojalności i walki do ostatniej kropli krwi żołnierzy, zginął bez śladu. Żaden z żołnierzy nie został już nigdy odnaleziony.

Ostatni rejs

Równie intrygujące są przypadki znikania na pełnym morzu. Był 1928 roku, kiedy grupa pięćdziesięciu kadetów szkoły morskiej na zawsze znikła odeszła w nicość.

Statek szkolny „Kobenhavn” odpłynął z Montevideo około południa. Młodzi marynarze mieli nim wrócić do ojczyzny. Nie wrócili. Statek był widoczny do pewnego momentu, kiedy oddalał się z portu. Po drodze widziano go jeszcze z małych łodzi rybackich. W pewnym momencie zniknął jednak bezpowrotnie.

Śladu po nim nie było żadnego. Ani rzecz jasna po grupie świeżo upieczonych marynarzy. „Kobenhavn” nie był też widziany przez żaden inny statek na tej trasie.

Tajemnice przestworzy

Gdzie oni są?Tajemnicze zaginięcia obserwujemy nie tylko na powierzchni. W 1928 roku pewien amerykański multimilioner, podczas podróży samolotem, udał się do toalety. Nigdy z niej już wyszedł. Jak to się stało?

To kolejne pytanie, na jakie do dziś nie znamy odpowiedzi. Badający sprawę biegli próbowali szukać rozwiązania w zaburzeniach psychicznych zaginionego. Oprócz tego, że o takich zaburzeniach milionera nikt wcześniej nie słyszał, teza ta nie znalazła też potwierdzenia w śledztwie. Drzwi samolotu były na tyle trudne do uchylenia w czasie lotu, że niemożliwe byłoby otworzenie ich tak bardzo, aby powstał otwór przez, który można byłoby wyskoczyć. Podróż „Fokkerem VII”  z Wielkiej Brytanii do Belgii zakończyła się więc dla Amerykanina fatalnie. Nikt do dziś nie wie, co się z nim stało.

40 lat później doszło do bardzo podobnego wypadku. Jerrold Potter leciał samolotem do Teksasu. W pewnym momencie wyszedł do toalety, a chwile potem maszyna natrafiła na turbulencje powietrza. Po kilku minutach zaniepokojona żona rozpoczęła poszukiwania męża. Wraz z załogą przeszukali wszystkie pomieszczenia. Śladu po Potterze jednak nie było.

Oczywiście znowu na pierwszy plan wysuwa się podejrzenie o samobójstwo. Drzwi wyjściowe były jednak zamknięte, a łańcuch blokujący do nich dostęp nienaruszony. Zabezpieczenia w samolocie były na wysokim poziomie. Nie znaleziono żadnych dowodów, że Potter popełnił samobójstwo. Otwarte pozostaje pytanie – co się z nim stało?

Tragiczne były też losy bombowców „lotu nr 19” w 1945 roku. Załoga samolotu bojowego odbywała serię ćwiczeń, kiedy w pewnym momencie pilot Charles Taylor, sterujący samolotem, nie był w stanie określić pozycji w jakiej się znajdują.

Już samo to, że tak doświadczony pilot zgubił się w przestworach i nie potrafił oszacować współrzędnych, jest niewyobrażalne. Mało tego, w pewnym momencie Taylor komunikował:

„Nie wiemy, gdzie jest zachód. Wszystko jest jakieś inne… obce… W ogóle nie potrafimy już rozpoznać kierunków. Nawet ocean nie wygląda tak samo, jak zwykle”.

Piloci odzywali się coraz rzadziej, a ich głosy były coraz mniej słyszalne. Kontakt stopniowo się urywał, aż w pewnym momencie zupełnie został utracony. Nikt nigdy nie odnalazł już załogi „lotu nr 19”. Po maszynach też nie pozostał najmniejszy ślad.