Katastrofa smoleńska – czy umarli spoczną w spokoju?

Katastrofa smoleńska

Katastrofa smoleńska – czy umarli spoczną w spokoju?

Smoleńsk jest „czarnym punktem” dla Polaków. Tym terminem określają drogowcy miejsca na drodze, w których zginęło wielu ludzi. Nikt nie ma wątpliwości, że właśnie ze śmiercią Smoleńsk się kojarzy.

Nieszczęśliwy wypadek, błąd ludzki czy może zamach? Teorii dotyczących przyczyn katastrofy samolotu z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej na pokładzie jest tak wiele, jak ludzi odbierających przekaz z mediów, dotyczący tego właśnie wydarzenia. Ostatnio temat powrócił, ale dopóki nasza rodzima scena polityczna wygląda tak jak wygląda, będzie on zapewne odświeżany z dużą częstotliwością.

Katastrofa smoleńska – nieszczęśliwy wypadek?

Cała Polska śledziła relacje na żywo z miejsca katastrofy. Początkowo dochodziły do widzów komunikaty, że ktoś jednak przeżył ten tragiczny wypadek. Jednak ostateczna wersja była przerażająca – zginęli wszyscy. Para prezydencka oraz wielu wpływowych polityków, ludzi świata kultury, najważniejszych dowódców sił zbrojnych i osobistości społecznych. Na miejscu pojawili się przedstawiciele polskich i rosyjskich władz z premierami, Tuskiem i Putinem, na czele.

Natychmiast pojawiły się teorie dotyczące przyczyn wypadku. Wiele głosów mówiło o błędzie pilotów polskiego samolotu lub o złych warunkach atmosferycznych. Inne obwiniały rosyjską obsługę lotniska za niekompetencję, która mogła przyczynić się do tej tragedii. Pojawiały się również głosy o domniemanym sabotażu czy wręcz zamachu.

Każda z przedstawianych tez miała coś w sobie, co pozwalało przynajmniej nie wykluczać jej całkowicie. Na lotnisku w Smoleńsku rzeczywiście panowały tego dnia złe warunki i obsługa rosyjska doradzała polskim pilotom lądowanie gdzie indziej. Sprzęt wykorzystywany w Rosji również często był tematem różnego rodzaju dyskusji, co pozwalało dawać wiarę wersji o błędzie obsługi naziemnej. Sama specyfika miejsca tragedii, nieopodal lasu katyńskiego, i okoliczności wypadku dały solidne podstawy do wysnucia teorii o zamachu.

Lądowanie pomimo zakazu?

Prezydent Lech Kaczyński cieszył się dużą popularnością w społeczeństwie, a jego żona Maria zjednała sobie serca chyba wszystkich Polaków. Pomimo różnych orientacji politycznych, odmiennych poglądów czy zwykłej niechęci do kogoś, był on mężem stanu i przedstawicielem wszystkich Polaków w oczach przywódców innych państw.

Był znany jako człowiek stanowczy, wierny swoim przekonaniom, co zjednywało mu tyle samo zwolenników, co przeciwników. Ci drudzy zaczęli w pewnym momencie sugerować nawet, że to prezydent, chcąc zdążyć na obchody rocznicowe, związane z uczczeniem pomordowanych przez NKWD w Katyniu Polaków, nakazał pilotom lądować w Smoleńsku nawet pomimo sprzeciwów rosyjskiej kontroli naziemnej.

Jednak tę tezę można wykluczyć, biorąc pod uwagę bardzo wysokie standardy wyszkolenia polskich pilotów, cenionych na całym świecie. Dowódca lotu jest odpowiedzialny za wszystkich pasażerów lotu i bardzo wątpliwe jest to, że byłby skłonny zaryzykować ich życie, wykonując polecenie pasażera, nawet jeżeli byłby nim prezydent.

Błąd kontroli czy zamach?

Obsługa naziemna informowała pilotów o złych warunkach atmosferycznych i doradzała lądowanie na innym lotnisku. W mediach pojawiały się często doniesienia o taśmach z rozmowy pomiędzy kontrolą lotów na lotnisku a kokpitem prezydenckiego Tupolewa. Piloci polscy znali doskonale język rosyjski, więc błąd w komunikacji należy wykluczyć… Czy zatem pojawiła się awaria aparatury samolotu?

Sama okoliczność podróży pary prezydenckiej do Rosji budziła wiele emocji. Zbrodnia katyńska stanowi tragiczny i bolesny element w stosunkach polsko-rosyjskich. Lech Kaczyński, wraz z delegacją polskiego parlamentu, przedstawicielami świata biznesu, kultury, jak również zasłużonymi w przeszłości działaczami społecznymi oraz swoim wielkim poprzednikiem, ostatnim polskim prezydentem na Uchodźstwie, Ryszardem Kaczorowskim, udali się do Smoleńska, aby oddać hołd pomordowanym przez reżim Stalina dziesiątkom tysięcy polskich oficerów, księży, nauczycieli i wielu innych.

Niestety, do złożenia wieńców nie doszło. Ówczesny rząd, będący przeciwnikiem partii prezydenta, także dawał powody do teorii spiskowych. Zbliżające się wybory prezydenckie oraz wspomnienie częstych sporów Lecha Kaczyńskiego z premierem Donaldem Tuskiem, tylko dolewały oliwy do ognia, który płonie od momentu zapalenia się prezydenckiego samolotu aż do dnia dzisiejszego. Na pokładzie samolotu zginął między innymi kandydat lewicy na prezydenta, wicemarszałek sejmu Jerzy Szmajdziński, który był liderem przedwyborczych sondaży. Ostatecznie wybory wygrał kandydat PO, Bronisław Komorowski, który jako marszałek sejmu, zgodnie z konstytucją, objął po tragicznej śmierci prezydenta Kaczyńskiego obowiązki głowy państwa do momentu ogłoszenia wyników wyborów. Czy to nie daje do myślenia?

Pozwólmy im spocząć w spokoju

Coraz to nowe fakty, które docierają do nas w przekazach medialnych, pozwalają stwierdzić, że jeszcze długo tragicznie zmarli w Smoleńsku nie będą mieli spokoju. Ostatnie doniesienia o zamianach ciał dowodzą nieudolności ludzkiej. Nie należy tutaj obwiniać konkretnej partii, lecz szukać winnych w ludziach, którzy do takich pomyłek dopuścili. Jednak rodzi się kolejne pytanie – czy aby na pewno była to pomyłka? Ciała ofiar zostały przetransportowane po identyfikacji w Rosji w metalowych trumnach do Polski i dopiero w kraju umieszczone je w tych trumnach, w których ostatecznie zostały pochowane. Można zatem przypuszczać, że do zamiany doszło już w Polsce.

Ale po co burzyć spokój zmarłych i zamieniać ciała? Dla kolejnej nagonki medialnej? Teorii jest równie wiele, jak tych dotyczących wypadku. Wiadomości podane przez dziennik „Rzeczpospolita”, że na wraku samolotu wykryto ślady trotylu (materiału wybuchowego) okazały się nieprawdziwe i sama redakcja, jak również prokuratorzy wojskowi, odcinają się od nich. Po co zatem niepokoić tych, którym przedwcześnie zabrano ich życie?

Środki masowego przekazu to trzecia władza. W czasie, gdy podnoszą nam wiek emerytalny powyżej już chyba średniej wieku życia w naszym kraju, jesteśmy bombardowani Smoleńskiem. Tragedia ta jest obecnie sprowadzana do rangi wojaży detektywa Rutkowskiego, tak często nagłaśnianych w mediach.

Pozostaje jedynie w obliczu tej tragedii dziękować, że relacje z miejsca katastrofy nie były przerywane reklamami firm pogrzebowych. Uszanujmy zmarłych.

One Response

  1. Grzegorz