Młodzi ludzie pod presją

Młodzi ludzie pod presją

Młodzi ludzie pod presją

Coraz więcej młodych ludzi (dzieci i nastolatkowie) potrzebuje porad i pomocy psychologa. Co najgorsze, depresja i lęki dopadają ich coraz częściej – za często.

Jaki jest powód tej sytuacji? Czy można coś zrobić, aby pomóc młodym ludziom w walce z ich problemami? Rozważamy poniżej.

Statystyki dotyczące depresji u dzieci i młodzieży

Jak oszacowało Ministerstwo Zdrowia, ponad 900 tys. młodych ludzi przeżywa problemy i trudności w szkole, domu czy w środowisku, w którym żyją. Coraz więcej odnotowuje się samobójstw – i to uwaga – również wśród dzieci poniżej 12 roku życia.

Prawdziwych danych i tak nigdy dokładnie nie poznamy, ale można zreasumować, że co roku próbuje się zabić ponad 5 tys. dzieci. Zmalała liczba osób popadających w uzależnienia – narkotyki, a wzrosła liczba młodych nieradzących sobie z emocjami i nastrojem.

Powody dotyczące depresji u dzieci i młodzieży

Skąd takie zmiany i statystyki? Młodzież coraz bardziej gubi się we współczesnym świecie, przestaje odróżniać, co jest wartościowe, a co nie. Atakowani z każdej strony przez media i zmuszani do ciągłej pogoni za pieniądzem, szybkim i łatwym życiem, młodzi ludzie tracą z oczu prawdziwe autorytety, których – nie oszukujmy się – jest coraz mniej.

Często jest tak, że nie ma z kim porozmawiać, kogo się poradzić, wyżalić, a Internet czy telewizja są zawsze. Fałszywe obrazy życia, optymizm, że jakoś to się ułoży, nieustanna rywalizacja, niedostosowanie wiedzy wynoszonej ze szkoły do realiów – to wszystko powoduje, że młodzi gubią się, nie wiedzą, jak postępować, żeby było dobrze, zamykają się przed światem i innymi, obwiniając siebie i swoją nieudolność za ten stan rzeczy.

Szkoła drugim domem?

Oczekiwania rodziców względem placówki oświatowej dziecka często są zawyżone, z czego wynikają kolejne problemy na linii szkoła – dom. Opiekunowie uznają, że szkoła i nauczyciele  ponoszą nawet większą odpowiedzialność za wychowanie dzieci i ich psychikę. Skoro bowiem dzieci spędzają tam większą część czasu, to przecież łatwiej zrzucić na nich zadanie dbania o dobro dziecka i jego rozwój. Otóż to ogromny błąd! Nauczyciele to często ludzie w wieku emerytalnym, o mentalności sprzed 30 lat, nierozumiejący młodego człowieka.

Zamiast postarać się zrozumieć ich postępowanie, ciągle oceniają bądź nie mają siły już niczego tłumaczyć. Są również szkolni pedagodzy i psycholodzy. Wydawać by się mogło, że będzie lepiej, niestety, nie jest. Większość z tych „specjalistów” pracuje na połowy bądź ułamki etatu, dorabiając sobie, bez większego przeszkolenia specjalistycznego (bo za takie szkoła musiałaby zapłacić). Nie są oni w stanie postawić dokładnej diagnozy, a przypadki uczniów z problemami często pozostają nierozwiązane.

Według tych wszystkich zestawień, stwierdzeń i faktów niestety diagnoza nie jest optymistyczna. Młodzi nie potrafią radzić sobie z emocjami, nie mają do kogo zwrócić się z problemami bądź atakowani są serią kłamstw. Uciekają się do najgorszej metody – pozbawienia siebie życia, aby wreszcie ktoś ich zauważył…