„Skyfall” – reinterpretacja cyklu o agencie 007

skyfall

„Skyfall” – reinterpretacja cyklu o agencie 007

Każdy fan serii o przygodach agenta 007 z niecierpliwością oczekiwał „Skyfall”, najnowszej, 24 z kolei produkcji, przygotowanej specjalnie na 50. urodziny cyklu.

W rolę Jamesa Bonda po raz trzeci wcielił się Daniel Craig – aktor, co do którego wyboru wiele wątpliwości mieli fani serii przed jego pierwszą kreacją w „Casino Royal”. Jednak teraz często mówi się, że Craig to jeden z najlepszych agentów 007 w historii. Atletycznie zbudowany, wysportowany blondyn z kamienną twarzą i przenikliwym, zimnym spojrzeniem, jest może mniej elegancki czy szarmancki niż poprzednicy, jednak możliwe, że właśnie dzięki temu bardziej wiarygodny w roli tajnego agenta.

Niebo wali się Bondowi na głowę

Wróćmy jednak do samego „Skyfall”. Film ten jest kolejną próbą reinterpretacji postaci, która od kilkudziesięciu lat zadomawiała się w popkulturze – i zadomowiła się na tyle, że bez większych wątpliwości można powiedzieć, iż nie ma osoby, która o Bondzie by nie słyszała. W „Skyfall” Agent 007 podczas jednej z ważnych akcji przez przypadek zostaje raniony kulą, uznany za zmarłego, sięga po flaszkę… można powiedzieć, że tak, jak w tytule piosenki Adele, niebo wali mu się na głowę.

W sytuacji krytycznej dla MI6 postanawia powrócić do służby, aby wesprzeć M, zaatakowaną przez nieznanych napastników. Zupełnie nie jest jednak w formie – zarówno fizycznie, jak i psychicznie zdaje się być w rozsypce, co jednak nie przeszkadza M po raz kolejny udzielić mu kredytu zaufania. James Bond jest bowiem jedyną osobą, której intencji grana przez Judi Dench bohaterka może być w 100 procentach pewna.

[tube]http://www.youtube.com/watch?v=q-gLRp5bSpw[/tube]

Mimo pewnych (momentami dość wyraźnych) niedomagań fizycznych znowu możemy zobaczyć agenta 007 takiego jak w tradycyjnych filmach. Bohater wraca do martini, nie gardzi wdziękami pięknych kobiet i potrafi – nawet w sytuacjach groźnych i z pozoru bez wyjścia – błyskotliwie puentować zaczepki swoich wrogów, tutaj zwłaszcza Raoula Silvy, zagranego świetnie przez Javiera Bardema. Miewa słabsze momenty, ale dzięki temu wydaje się o wiele bardziej ludzki… czy to dobrze, czy źle, widz musi ocenić sam.

Za mało Bonda w Bondzie?

Urzekają także zdjęcia – niebanalne, niejednokrotnie zapierające dech w piersiach, a także niepowtarzalny klimat całego filmu. I wprawdzie niektórzy zarzucają „Skyfall”, że za mało w nim Bonda w Bondzie, to produkcję tę można śmiało uznać za próbę zabawy konwencją znaną i lubianą. Są tu zarówno ukłony w stronę klasyków, jak i elementy typowe dla „nowych odsłon”. Pojawia się nowy, młody Q, wszechobecne są hakerskie tricki, równocześnie jednak okazuje się, że jedyną osobą, która może pomóc M, jest agent 007, nie nowoczesne gadżety czy cuda techniki. Paradoksalnie tylko w starej posiadłości jego rodziców, opuszczonej i podupadającej, może on chronić swoją przełożoną i stworzyć twierdzę, która pozwoli odeprzeć atak Silvy. Bo tylko w takim miejscu nie ma nikogo, kto mógłby zdradzić czy zawieść zaufanie…

Oczywiście, film ma swoje drobne wpadki, m.in. akcje, które mogą wydawać się za długie czy nudne, można też postawić zarzut, że nowy James Bond, wykreowany przez Daniela Craiga, jest zupełnie inny od agentów 007, do jakich przywykliśmy we wcześniejszych produkcjach. Jednak nowe czasy przyniosły konieczność reinterpretacji postaci agenta tajnych służb Jej Królewskiej Mości – i moim zdaniem wyszła mu ona na dobre.

[tube]http://www.youtube.com/watch?v=1dFrVn-QYRI[/tube]