Slow food – wolność smakowania

slow food

Slow food – wolność smakowania

Przyjrzyj się temu, co i jak jesz. Dowiesz się, jak wygląda całe Twoje życie. Nikt nie chciałby, aby przypominało bar szybkiej obsługi, w którym w pośpiechu i niedbale zadowalamy się byle czym, całkowicie ignorując potrzeby naszego organizmu.

 

Zapach świeżo upieczonego razowego chleba, leśny aromat babcinego soku jagodowego, słodko-cierpki smak smażonych przez wiele godzin powideł wiśniowych. Gdzieś głęboko w sobie mamy zakodowane kulinarne tęsknoty. Nostalgiczne wspomnienie krainy utraconego smaku z dzieciństwa. Dziś w naszym świecie, sterroryzowanym przez pośpiech, prawie nikt już nie smaży powideł, nie przygotowuje kompotów, nie suszy grzybów, nie kisi ogórków. Przecież wszystko można kupić w supermarkecie, hermetycznie zapakowane i z długim okresem przydatności do spożycia. Coraz rzadziej gotujemy w domu. Łatwiej rozrobić zupę z torebki, wrzucić gotowe danie do mikrofalówki albo zamówić pizzę na wynos. Oszukiwani przez sztuczne aromaty, barwniki, spulchniacze i polepszacze, powoli zapominamy, jak naprawdę powinno smakować jedzenie.

slow foodSzybkie jedzenie tuczy

Z buntu przeciwko nijakiemu ujednoliceniu kulinarnego świata zrodził się we Włoszech ruch Slow Food. Dziś to potężna międzynarodowa organizacja, popularna nie tylko w krajach znanych z przywiązania do dobrej kuchni, ale odnosząca sukcesy także w ojczyźnie fast foodu  Ameryce. Również w Polsce istnieje ruch Slow Food, który za cel postawił sobie walkę o prawo do smaku, tego tradycyjnego, regionalnego. Znakiem ruchu jest ślimak, symbol sprzeciwu wobec globalnego szaleństwa szybkości. Slow Food zawsze radził jeść powoli, mieć czas na smakowanie. Dziś również dietetycy przyznają, że takie celebrowanie posiłków służy naszemu organizmowi. Pośpiech podczas jedzenia może się skończyć zespołem jelita drażliwego, zgagą, problemami żołądkowymi, a przede wszystkim zagraża naszej sylwetce. Bo jak udowodniły badania, czekolada czy porcja frytek, zjedzone w stresie, tuczą bardziej.

slow foodZnikające smaki

Na początku w walce o tradycyjny smak chodziło głównie o obronę prawa do przyjemności, związanej z jedzeniem. Jednak w epoce, w której wielkie koncerny rolnicze decydują o tym, co jemy, prawdziwy koneser dobrej kuchni powinien włączyć się do obrony tego, co naturalne. Nie bez znaczenia dla smaku jest bowiem to, że tradycyjnie uprawiane gatunki są zastępowane roślinami genetycznie „udoskonalonymi”, a lokalne odmiany krów, kur czy owiec – wysoko wydajnymi zwierzętami hodowlanymi. Tak jak ekolodzy prawdziwy smakosz musi przekonywać, że bioróżnorodność, czyli ocalenie jak największej liczby gatunków roślin i zwierząt, jest ważna dla naszej przeszłości. Zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli nie chcemy, aby niektóre smaki na zawsze zniknęły z powierzchni Ziemi, musimy zacząć działać, wziąć odpowiedzialność za produkty, które wzbudzają nasz zachwyt, wspierać szanujących tradycję wytwórców.

slow foodArcheologia w kuchni

Na naszej Ziemi ubożeją wszystkie bogactwa, również smaki. W ciągu ostatnich stu lat w USA wyginęło 80 proc. odmian pomidorów i 86 proc. odmian jabłek. Z ponad pięciu tysięcy istniejących rodzajów ziemniaków, tak naprawdę tylko cztery liczą się na amerykańskim rynku. Giną tradycyjne receptury, zapominamy, jak przyrządza się potrawy, typowe dla naszego kraju i regionu. Zagrożone wyginięciem produkty, Slow Food gromadzi się na Arce Smaku. To lista, która promuje prawie już zapomniane receptury. W polskim spisie znalazło ich się już około 70. Obok oscypka rekomendację Slow Foodu otrzymały między innymi miody pitne, kiełbasa lisiecka, żywe, czyli niepasteryzowane piwo oraz miód spadziowy.

slow foodCo dwa lata producenci tradycyjnej żywności spotykają się w Turynie na Salonie Smaku (Salone del Gusto). To wielka wystawa, na którą trafiają wytwórcy z całego świata. Od francuskich producentów serów pleśniowych, przez podhalańskich górali z oscypkiem i kobiety ze spółdzielni wytwarzającej dżemy z owoców leśnych z Transylwanii, aż po plemiona żyjące pod kołem biegunowym, które od wieków w ten sam sposób wędzą mięso renifera. Polski odział Slow Foodu postanowił wspierać także restauracje, które promują tradycyjne smaki. Ich menu musi przynajmniej w połowie być oparte na produktach lokalnych.

Szkoła smakowania

Kto dziś wie, że suska sechlońska, to w specjalny sposób podwędzana śliwka z pestką, a olej rydzowy tłoczy się z lnianki siewnej. Nie zdajemy sobie sprawy, że prawdziwy oscypek można kupić wyłącznie od maja do końca września, bo tylko wtedy owce dają mleko. Nie wiemy, że dostępny w supermarkecie miód malinowy zwykle jest podrabiany. Nie wystarczy promocja produktów regionalnych, trzeba podpowiedzieć konsumentom, jak w sklepie znaleźć wyrób najlepszej jakości. Temu ma służyć unijny program certyfikowania produktów, które rzeczywiście zasługują na miano tradycyjnych i regionalnych. Największą liczbą certyfikatów mogą poszczycić się Francja oraz Włochy.

slow foodPolska zgłosiła do Komisji Europejskiej aż 27 produktów. Jako pierwsza prawo do umieszczenia regionalnego znaku jakości zdobyła bryndza podhalańska. Dzięki temu programowi producenci mogą również ubiegać się o złagodzenie wymogów sanitarnych, związanych z produkcją, oczywiście pod warunkiem, że nie będzie to zagrażało zdrowiu konsumentów. Bo przecież jeżeli jakiś ser zawdzięcza swój smak temu, że dojrzewa w jaskini, to wprowadzenie rygorystycznych zasad higieny uniemożliwiłoby jego tradycyjną produkcję.