Znieczulica społeczna – coraz powszechniejszy problem

Znieczulica społeczna - coraz powszechniejszy problem

Znieczulica społeczna – coraz powszechniejszy problem

Mimo że tak wiele rozmawiamy i słyszymy na temat przemocy, z reguły przechodzimy obok niej obojętnie, jak gdyby nigdy nic… Nie dostrzegamy lub nie chcemy dostrzec, że innym dzieje się krzywda, ignorujemy ich wołanie o ratunek.

Jednak skąd się to wzięło? Czy rodzimy się już obojętnymi? A może uczymy się tego? Dlaczego jeden człowiek na drugiego może spojrzeć w tak zimny i obojętny sposób, zwłaszcza wtedy, gdy dotknęło go nieszczęście?

Jedyne, co najczęściej robimy, gdy kogoś spotyka krzywda, to odwrócenie wzroku. Przecież mogłaby nam się stać krzywda. Albo ktoś ciągałby nas po sądach. Takie myśli najczęściej towarzyszą osobom, które choć raz w życiu zetknęły się z sytuacją, kiedy komuś wyrządzano szkodę. Czy to przypadkiem nie znaczy, że poprzez takie zachowanie sami stajemy się takimi samymi osobami, jak ci oprawcy?

Sami sobie winni

Obojętność dotyczy wielu kwestii naszego życia, gdzie jedna osoba zwraca się o pomoc, a my jej tego nie udzielamy. Jak wiele słyszy się o samobójstwach, bo nikt nie zareagował na apel potrzebującego? Jak wiele jest śmiertelnych wypadków z udziałem pijanych kierowców, których wypuszczamy na drogę? Takie sytuacje sprawiają, że sami bezpośrednio przyczyniamy się do tragedii. Jednak potrafimy dużo mówić i narzekać, w jak kiepskim stanie funkcjonuje policja i prokuratura. W jaki opieszały sposób działają sądy. Każdą dramatyczną historię potrafimy rozwlekłe komentować mówiąc, że” nie mieści się to w głowie”. A wiele z tych sytuacji dzieje się za ścianą naszego mieszkania lub na własnym podwórku…

Chorzy na znieczulicę

W dzisiejszych czasach tak naprawdę najważniejsze staje się dla nas bogacenie się. Dlatego nie zwracamy uwagi na innych, ponieważ pochłonięci jesteśmy naszymi sprawami i swoim życiem. Często tłumaczymy sobie, że jeśli ktoś jest nieszczęśliwy i trapią go problemy, to jest sam sobie winny. Nie potrafimy spojrzeć na to z drugiej strony, że może dręczy go taki stan rzeczy, bo nikt nie udzielił mu właściwej pomocy? Nie mamy wpływu na to, w jakiej rodzinie się wychowamy. Rodziców nie wybieramy. Jednak to, czy w takich warunkach będzie się wychowywał, czy nie w dużej mierze zależy od innych osób, bo często sam nie potrafi lub nie jest w stanie sobie pomóc. Jak wiele tragedii toczących się na naszych oczach kończy się śmiercią drugiego człowieka? Nie wezwiemy karetki dla ciężko pobitego człowieka, bo mamy słabą baterię, a akurat czekamy na ważny telefon. W dodatku spieszymy się i nie mamy czasu, aby zostać przy poszkodowanym. Nie udzielimy pomocy leżącej na chodniku osobie, bo z góry uznajemy ją za pijaka, a w rzeczy samej on doświadcza ataku padaczki. Nie damy kilku groszy żebrakowi, bo od razu wiemy, że nie zbiera na jedzenie, tylko na alkohol. Dziewczyna, która zemdlała w autobusie jest od razu uznana za narkomankę, a w gruncie rzeczy jest w ciąży i doświadcza częstych omdleń, które mogą przyczynić się do utraty dziecka. Przykłady można mnożyć. Niestety, te złe przykłady, bo sytuacji, w których bohatersko stawiamy czoła niebezpieczeństwu jest naprawdę niewiele. Tylko, jak sami znajdziemy się w traumatycznej sytuacji, to wtedy czujemy, jak bolesny staje się obojętny wzrok przechodniów lub ich ironiczne śmiechy i wytykanie palcami. Czy ty także jesteś chory na znieczulicę?