Skąd się wzięła etykieta?

Skąd się wzięła etykieta?

Skąd się wzięła etykieta?

Dobre wychowanie, czyli spuścizna zachowań z zamierzchłej przeszłości, zwana także etykietą, przekazywane jest nam już w dzieciństwie najpierw przez rodziców, potem przez nauczycieli. Za ich przykładem przyswajamy sobie normy, które są akceptowane i respektowane przez ogół społeczeństwa, a ich głównym celem jest regulowanie stosunków międzyludzkich.

Nawet szkolenia z dziedziny biznesu i negocjacji mają dziś w swych programach naukę savoir vivre’u. Psycholodzy prowadzący wykłady twierdzą, że nienaganne maniery znacznie ułatwiają osiągnięcie sukcesu w interesach.

Zasady zmieniają się z czasem, bo rozwój cywilizacyjny wpływa na zmiany w sposobie życia, czego przykładem może być „etykieta w Sieci”, obowiązujący użytkowników Internetu. Część zasad dobrego wychowania pozostaje jednak niezmienna. Ciągle są rzeczy, które w ogólnym rozumieniu czynić wypada, a nawet należy.

Dlaczego schylamy głowę przy powitaniu?

Skąd się wzięła etykieta?Takie obrazki towarzyszą nam codziennie: witamy się poprzez podanie sobie dłoni, rzecz jasna prawych, a gestowi temu towarzyszy lekkie skłonienie głowy. Można by przypuszczać, że ukłon świadczy o szacunku, a podanie ręki to zbliżenie się dwojga często obcych sobie ludzi. Jednak geneza tych zachowań niewiele ma wspólnego z dżentelmeńskimi pozami. Już ludzie pierwotni wykonywali ruchy podobne do dzisiejszych ukłonów, ale robili to wtedy, gdy spotkany nieznajomy wyglądał po prostu na silniejszego. Pochylali się wówczas do przodu, przyjmując w ten sposób postawę odwrotną do tej, którą demonstruje napuszony samiec chcący przestraszyć konkurenta. Zamiast dumnie wypinać tors, okazując tym samym siłę, pomniejszali swoją sylwetkę, sygnalizując uległość.

Również podawanie prawej dłoni wywodzi się z asekuranckiego gestu. W średniowieczu uściśnięcie prawicy miało podwójne znaczenie. Po pierwsze rycerze pokazywali w ten sposób, że nie chowają w ręku zdradzieckiego sztyletu. Po drugie – jeźdźcy, którzy z reguły nacierali na przeciwnika przez lewe ramię (w lewej ręce tarcza, w prawej oręż), okazywali pokojowe zamiary – podając sobie prawice, nie mogli się oddzielić tarczami i przyjąć pozycji wygodnej do zaatakowania. Oczywiście, nie wszystkie formy zachowań powstały ze strachu przed śmiercią z ręki podstępnego wroga. Nie ma jednak takiej, która pojawiła się bez przyczyny.

Kolejność też ma znaczenie

Skąd się wzięła etykieta?Pan i pani wchodzą do kawiarni. Pan otwiera drzwi i przepuszcza przed sobą damę, która zmierza do wybranego stolika. Błąd, duży nietakt. Prawdziwy dżentelmen nigdy by tak nie postąpił. Szarmanckie „pani pierwsza” jest wskazane we wszystkich wypadkach poza opuszczaniem pojazdów i wchodzeniem do lokali. Pierwsza zasada wynika z budowy karet i powozów. Pojazdy te były dość wysokie i damy w obszernych sukniach o własnych siłach nie zeszłyby na ziemię. Kawaler w swych obcisłych rajtuzach zgrabnie wyskakiwał więc z kolasy, rozkładał schodki i podstawiał silne ramię białogłowie, by ta, wspierając się na nim, mogła bezpiecznie stanąć na pewnym gruncie.

Drugą regułę objaśnił dokładnie Edward Pietkiewicz w swoim podręczniku dobrych manier: „Mężczyzna pierwszy wkracza na salę i prowadząc za sobą kobietę, zmierza do wolnego stolika. Zwyczaj ten ma dwa uzasadnienia. Pierwsze, historyczne: w dawnych czasach »lokale gastronomiczne«(zajazdy, gospody) często bywały sceną awantur, więc mężczyzna idący przodem osłaniał swą towarzyszkę i torował jej drogę w niebezpiecznym tłumie. A druga przyczyna? Wynika z paskudnego uczucia zazdrości: idąc przed kobietą, dżentelmen chroni ją przed łakomym wzrokiem innych mężczyzn”.

Dlaczego panowie idą z lewej, a panie z prawej?

Kolejny problem również jest poważny – na którym ramieniu mężczyzny powinna wspierać się kobieta – na lewym czy na prawym? Wyjaśnienie znowu znajdziemy w dawnych czasach. Wyobraźmy sobie, że oto po parku idzie kawaler, a u jego lewego boku piękna panna. Sytuacja okazuje się fatalna… pani bez przerwy potyka się i zaczepia o wiszącą z tej strony szablę. Co gorsza, gdyby parę napadli jacyś łotrzykowie, mężny młodzian nie mógłby dobyć oręża bez narażenia swej wybranki na szwank. Zatem dla wygody sięgania po broń przyjęto regułę, że damie podaje się prawe ramię. Zwyczaj podawania kobiecie prawego ramienia nie zmienił się przez lata, jednak i od tej reguły mamy wyjątek. Otóż lewe ramię podają paniom żołnierze, mimo że to właśnie oni są dziś spadkobiercami tradycji noszenia broni. Jak nakazuje etykieta wojskowa, żołnierz ma obowiązek oddawania honoru starszym od siebie rangą, niezależnie od sytuacji. Aby w każdej chwili móc zasalutować, umundurowani wojskowi muszą więc mieć prawicę wolną.

Wojskowa geneza pozdrowień

żołnierzSalutuje się prawą ręką i tylko do daszka wojskowej czapki, z reguły nie do gołej głowy. Zwyczaj ten bierze początek w czasach, kiedy na zamkach rozgrywane były turnieje. Zjeżdżali na nie szlachetni panowie z odległych krain. Jeżeli doszłoby do spotkania dwóch zakutych od stóp do głów w żelazo rycerzy, których odróżniała od siebie jedynie barwa (herb), to żaden z nich nie miałby możliwości groźnie spojrzeć przeciwnikowi w oczy. Za chwilę będą się potykać na śmierć i życie i obaj nie wiedzą, jak wygląda rywal. Zapanował więc następujący obyczaj: aby dać się rozpoznać, rycerze stający w szranki prawą ręką unosili przyłbicę do góry. Ruch ręki w kierunku czoła pozostał do dziś gestem pozdrowienia ludzi parających się wojennym rzemiosłem, choć w niektórych armiach nie przestrzega się obowiązku salutowania tylko do nakrytej głowy.

Nie wszystkie formy pozdrowień biorą początek z tradycji wojskowej. Wyszukana etykieta obowiązująca na dworach królewskich i książęcych trafiała do siedzib szlacheckich, stamtąd zaś do domów mieszczańskich i dalej – pod strzechy. Kolejne stany przyjmowały nowe wzorce zachowań, często zupełnie nie rozumiejąc ich znaczenia.

Zachowywać czy odrzucać?

Maniery ulegały i ulegają zmianom, kolejne pokolenia odrzucają to, co wydaje im się niezrozumiale i staromodne. Ale czy trzeba się odcinać od tradycji? Może lepiej przystosować ją do współczesności.

Popularne włoskie powitanie wyjaśnia antropolog Brunetto Chiarelli: „Nie dajmy się zwieść pozorom. Uchodzące za niedbałe ‚ciao’ wzięło się z ‚s-ciao’, a te z ‚s-ciavo’, skrótu od ‚senator vostro’ – wasz sługa uniżony, czyli od tradycyjnej, grzecznościowej formy”. Podobnie jest z krótkim powitaniem używanym u nas. Lapidarne „cześć” nie oznacza braku szacunku – to przecież nic innego jak skrócona forma staropolskiego, pokornego powitania „oddajemy ci cześć, panie”. Nawet dzisiejsze młodzieżowe „siema”, choć nie brzmi najlepiej, pochodzi od grzecznościowego „jak się masz?”.

Zabrzmi to zapewne dziwnie, ale można powiedzieć, że genezą obyczaju zdejmowania rękawiczek przed podaniem sobie dłoni na powitanie były… bród i smród. Dzisiaj przywitanie się w rękawiczce oznaczałoby bez wątpienia brak szacunku, jednak powód, dla którego nasi pradziadowie wprowadzili ten zwyczaj, był bardzo przyziemny. Na długo przed wynalezieniem samochodu, używane na co dzień rękawice były przeważnie przesiąknięte końskim potem i nie za czyste. Także w tym wypadku nie obeszło się bez wyjątku: białogłowy przy powitaniu nie muszą zdejmować okrycia dłoni. Dlaczego? W XIX wieku ich rękawiczki stały się wąziutkie, obcisłe i zakrywały ręce do łokcia. Uznano więc, że zdejmowanie ich byłoby zbyt kłopotliwe. Jak twierdzą znawcy etykiety, wkrótce i mężczyźni przestaną się trudzić zdejmowaniem rękawiczek. Na szczęście bardzo rzadko jeździmy teraz konno.

Widelcowy zawrót głowy

Skąd się wzięła etykieta?

Kiedy siadamy do stołu i widzimy kilka widelców, natychmiast domyślamy się, że jednym z dań będzie ryba. Przyjęło się, że potrawy przygotowane z ryb jadamy dwoma widelcami. Czyżby rzeczywiście tak było wygodniej? Przyznać trzeba, że z tym bywa różnie, a prawdziwa przyczyna takiego wyboru narzędzi tkwi w nieprzyjemnym zapachu, który roznosi się ze sztućców jeszcze długo po posiłku.

Niegdyś ryby krojono osobistymi nożami zrobionymi z żelaza, które rdzewiało. Składniki rybiego mięsa, utleniając się, nadawały narzędziu wstrętną woń, która na dodatek trwale wżerała się w metal. I jak takim nożem można było potem kroić chleb czy owoce?

Obecnie jedzenie ryb bez użycia noża nie ma żadnego uzasadnienia – wszystkie sztućce wykonuje się z wysokogatunkowej, zupełnie sterylnej i nierdzewnej stali. Zwyczaj jednak przetrwał i wielu ortodoksyjnych elegantów nie wyobraża sobie stołu bez dziesiątków rozmaitego rozmiaru i kształtu dłubadełek.

Mikser kulturalny

Zasady dobrego wychowania stale ewoluują. Jedno jest pewne: z savoir-vivre’u życie byłoby trudniejsze. Jego rolę w życiu społeczeństw socjolodzy porównują do funkcji smaru w pracującej maszynie lub do przepisów ruchu drogowego.

Część ludzi uważa jednak, że przestrzeganie reguł obyczajowych czyni postępowanie człowieka sztucznym, krępuje go. Powstaje pytanie, czy np. mlaskanie przy obiedzie stanie się zachowaniem powszechnie akceptowanym? Czy takie postępowanie rzeczywiście tworzy swobodną atmosferę, łamie bariery towarzyskie i pozwala pozbyć się skrępowania?

Znawcy są zgodni: dobre maniery nie odejdą w zapomnienie. Ludzie nie odrzucą etykiety, bo ta, wbrew pozorom, ułatwia im codzienne życie – uspokajają socjolodzy. Jak wykazały badania, właśnie te osoby, które przestrzegają reguł obyczajowych, lepiej się czują, obca jest im sztuczność i nie odczuwają skrępowania. Dlatego, niezależnie od narodowości i obowiązującej kultury, warto wiedzieć „co, komu i kiedy wypada”.

Reply