Zagadka języka

Zagadka języka

Zagadka języka

Zjawisko synestezji może dostarczyć pewnych wskazówek, jak przebiegała ewolucja myślenia i języka.

Dla przykładu wyobraźmy sobie grupę prehistorycznych hominidów, które właśnie mają odkryć język. Jest mało prawdopodobne, aby moment ten wyglądał tak, że przywódca zwraca się do swoich pobratymców słowami: „Hej tam, rzućcie na to okiem… od dzisiaj to się nazywa banan! Powtarzajcie za mną: ba-nan, ba-nan…”

A jednak grupa musiała dysponować pewnym zespołem zdolności umysłowych, które przygotowały grunt pod usystematyzowaną komunikację werbalną. Z badań nad neurobiologicznymi mechanizmami synestezji wynika, że jedną z tych kluczowych zdolności poprzedzających i umożliwiających nabycie języka mogła być zdolność tworzenia przenośni – a więc umiejętność dostrzegania głębokich związków między rzeczami należącymi do różnych, często odległych kategorii.

Istnieje wrodzona zdolność do kojarzenia dźwięków z kształtami

Ludzie mają wrodzoną zdolność do kojarzenia pewnych dźwięków z określonymi kształtami, co najprawdopodobniej odegrało ważną rolę w wypracowaniu przez naszych przodków wspólnego słownictwa. Ponadto – nawet u osób nie doświadczających synestezji – specyficzne rejony mózgu, odpowiadające za analizę kształtów przedmiotów, wyglądu liter i cyfr oraz brzmienie słów mogą wzajemnie się pobudzać. Sprawia to, że postrzępione krawędzie na ogół kojarzą się z twardo brzmiącymi słowami.

Nasza koncepcja znajduje potwierdzenie w fakcie istnienia dwóch innych typów połączeń neuronalnych.

Zagadka językaPo pierwsze, położone w tylnej części mózgu ośrodki analizy kształtów oraz informacji słuchowej są w stanie wywołać pobudzenie okolic ruchowych uczestniczących w emisji mowy a znajdujących się w płatach czołowych. Percepcja ostrokątnych kształtów lub twardo brzmiących dźwięków sprawia, że ośrodek ruchowy mowy doprowadza do silnego wygięcia języka w kierunku podniebienia. (Proszę zwrócić uwagę na to, w jaki sposób wypowiadamy słowa „maciupki”, angielskie „teeny-weeny” lub francuskie „un peu” – za każdym razem stulamy wargi, jakby naśladując niewielkie rozmiary przedmiotu.) Wydaje się że mózg ma wrodzone reguły przekładania tego, co widzimy i słyszymy, na ruchy warg imitujące charakter spostrzeganych bodźców.

Po drugie, można zaobserwować pewien rodzaj „rozlewania się” pobudzenia nerwowego pomiędzy sąsiadującymi ze sobą ośrodkami ruchowymi, na przykład odpowiadającymi za kontrolę sekwencji ruchów składających się na gestykulację oraz zawiadującymi ruchami warg. Zjawisko to nazwaliśmy synkinezją. Już Karol Darwin zwrócił uwagę na to, że podczas cięcia papieru nożyczkami szczęki mogą nieświadomie zaciskać się i rozluźniać w rytmie odpowiadającym ruchom palców. Chociaż wielu lingwistów sprzeciwia się teorii, według której gestykulacja utorowała drogę do wokalnej formy języka, to jednak, naszym zdaniem, zjawisko synkinezji może dowodzić, iż są oni w błędzie.

Załóżmy, że nasi prehistoryczni przodkowie porozumiewali się głównie za pomocą wyrażających stany emocjonalne chrząknięć, pomruków, pisków i wycia – wiemy skądinąd, że w ich powstawaniu uczestniczy prawa półkula oraz obszar w płatach czołowych związany z emocjami. W dalszych etapach rozwoju wykształcili elementarny system gestów, którego zakres znaczeniowy oraz złożoność z czasem się zwiększały. Można sobie na przykład wyobrazić, że ruch ręki służący do przyciągania kogoś do siebie przekształcił się w przyzywający gest „chodź tutaj”.

Jeśli gesty takie jak powyższy na drodze synkinezji zostały przełożone na ruch warg i mięśni twarzy, a jednocześnie gardłowe wokalizacje wyrażające emocje zaczęły być realizowane przez ruchy mięśni ust i języka, to w efekcie mogło to doprowadzić do wypowiedzenia pierwszych słów.

Jak najprawdopodobniej powstał język?

Pojawia się pytanie, w jaki sposób do takiego schematu mogły zostać włączone reguły składni, czyli zasady posługiwania się słowami i wyrażeniami w zdaniu. Kluczową rolę mógł tu odegrać rozwój posługiwania się narzędziami przez hominidy. Weźmy na przykład sekwencję czynności potrzebnych do wytworzenia narzędzia: najpierw należy uformować ostrze siekierki, następnie przymocować je do trzonka, by w końcu podzielić nim mięso na części. Czy nie przypomina to łączenia członów zdania w jedną sensowną całość?

Opierając się na poglądach Patricii Greenfield, psycholog z University of California w Los Angeles, można stwierdzić, że płaty czołowe mózgu, których ewolucyjny rozwój był pierwotnie związany z wytwarzaniem złożonych narzędzi, mogły rozszerzyć zakres swoich funkcji na całkiem nowy rodzaj czynności – łączenie słów w zwroty i zdania.

Rzecz jasna, nie każdy aspekt współczesnego języka da się wyjaśnić za pomocą tego mechanizmu. Niemniej jednak przypuszcza się, że elementy te odegrały zasadniczą rolę w uruchomieniu ciągu wydarzeń prowadzącego do ukształtowania się języka w jego dzisiejszej postaci.