Filmy, których się nie zapomina: „Love Story” (1970)

love story

„Love story” to pozycja filmowa obowiązkowa dla wszystkich miłośników dobrego kina.

Już niebawem wejdziemy w czas refleksyjnego listopada. Corocznie obchodzone Zaduszki sprzyjają refleksji. To także przekłada się na programy telewizyjne. Wśród klasycznych „wyciskaczy łez” emitowanych w telewizji w okresie zadusznym warto zwrócić uwagę na obraz Arthura Hillera „Love Story”.

Bywały czasy, że 1 listopada nie mógł się obyć w publicznej telewizji bez tego filmu.

Historia, jakich wiele

Wydawać by się mogło, że historia przedstawiona w filmie jest z gruntu przewidywalna i banalna, ale to nieprawda. Po raz kolejny okazuje się, że w prostym motywie scenariuszowym mieści się największy potencjał. Poznajemy historię miłości bogatego Olivera oraz ubogiej Jennifer. Poznają się na studiach. Ich związek to mezalians w oczach bliskich chłopaka. Młodzi postanawiają zbuntować się przeciwko sztywnym zasadom panującym w świecie arystokracji, z której Oliver się wywodzi.

Dzieli ich wszystko: sytuacja materialna, stosunki z rodzicami (Jennifer mówi do swojego ojca po imieniu), a nawet gusty muzyczne. Oliver zapamiętale gra w tenisa, wyżywa się na hali sportowej, Jennifer ceni sobie pracę pedagogiczną z dziećmi i naukę w szkole muzycznej. Jest znawczynią muzyki klasycznej. Może właśnie siła tego filmu polega na tym, że skupiono się tu na detalach, jakie odnajdziemy w czułych dialogach zakochanych i w obrazach przedstawiających rodzące się uczucie, czyli coś najbardziej niewinnego ze wszystkich zjawisk?

Jeśli kochasz, to nie musisz mówić „przepraszam”.

Najbardziej wzruszających scen można się doszukać we fragmentach, gdy Oliver i Jenny kłócą się z powodu ojca chłopaka. W porywie emocji on wygania ją z domu, by potem gorączkowo szukać we wszystkich salach szkoły muzycznej, do której uczęszcza. Znajduje ją na schodach domu, gdzie oboje mieszkają. Nie może wejść do środka, ponieważ zapomniała kluczy. Równie wzruszająca jest scena, gdy Jennifer wie już, iż nowotworu nie da się pokonać i prosi ukochanego, aby przypominał jej tytuły ulubionych symfonii.

Detal obrazu

Na odczucia i wzruszenia widza być może rzutują nie tyle dialogi, co obrazy w kadrze podkreślające dramat miłości, która nie ma szans się rozwijać. Śnieg, bliskość Świąt Bożego Narodzenia, lodowisko opuszczone przez spacerowiczów. I on – rozpaczający po stracie ukochanej osoby i już po rozmowie z ojcem, który ma pretensje, że nie został o całej sprawie poinformowany, bo „przecież można było ją uratować”.

Film „Love Story” powstał na podstawie bestsellerowej powieści Erika Segala pod tym samym tytułem. Obraz stał się trampoliną do kariery ślicznej Ali McGraw oraz ugruntował pozycję Ryana O’Neala w Holywood jako czołowego amanta. Jeśli nasz krajowy „twardziel” wśród aktorów – Michał Żebrowski, w wywiadach wyznaje, że „Na „Love Story” płakał jak bóbr”- może to właśnie będzie najlepszą rekomendacją, by wszyscy malkontenci i nieobeznani w temacie wreszcie obejrzeli ten film.